środa, 17 września 2014

Bramy piekielne go nie przemogą

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, by napisać pewną rzecz na tym blogu. Mam nadzieję, że jeszcze na ten temat nie pisałem :). 

Kilka tygodni temu, gdy w niedzielnej Ewangelii padały pytania o to "za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego", pojawia się także tzw. obietnica prymatu św Piotra. Rozważając wtedy tę Ewangelię w sposób szczególny zatrzymałem się na słowach "bramy piekielne go nie przemogą". To oczywiście słowa o Kościele Chrystusowym. Niby nic nadzwyczajnego - wielokrotnie te zdanie słyszałem. Jednakże wtedy to uświadomiłem sobie, że Jezus nie obiecał nikomu osobiście, czy też innej grupie ludzi, że piekło go nie zniszczy. W tej chwili nawet sobie uświadamiam, że Jezus, przy pewnej okazji, mówił takie słowa: "niebo i ziemia przeminą...". Zatem odporność Kościoła na zniszczenie ze strony szatańskiej jest nie mniejsza niż trwałość całej ziemi, a nawet (przynajmniej w pewnym sensie) nieba. 
 
Dlaczego istotne jest to spostrzeżenie? Ileś ludzi nie rozumie, że w walce duchowej - szczególnie w przypadku zniewolenia demonicznego lub opętania - istotną rolę pełni Kościół. Są osoby, które przez kilka lat nie chodzą do kościoła (a tym bardziej do spowiedzi), a nie widzą problemu szukania pomocy u egzorcysty. 

Ileś innych osób po modlitwie o uwolnienie nie zamierza się mocniej angażować w życie Kościoła - w tym systematycznie korzystać z sakramentów, oraz wejść do jakiejś małej i żywej wspólnoty w Kościele. Wydaje się tym osobom, że ksiądz zrobił swoje, ileś to pomogło, a więcej nie potrzeba nic robić. Tylko "być dobrym człowiekiem". No i tu może pojawić się problem. A nawet często się pojawia. Jezus w jednym z fragmentów Ewangelii mówił o tym, że zły duch często wraca do człowieka, a nawet bierze siedem złośliwszych duchów niż on i stan człowieka staje się gorszy niż wcześniej. 

Jak się zatem zabezpieczyć? Na pewno nawrócić się i przylgnąć do Boga. Ale czy to wystarczy? Tu właśnie istotna jest wcześniejsza refleksja. Jezus o żadnej osobie (nawet najświętszej, nawet o św. Piotrze) nie mówił, że bramy piekielne jej nie przemogą. Ale właśnie dotyczy to Kościoła. Jeśli człowiek chce się chronić przed atakiem szatana, to powinien to robić w Kościele. I to nie wystarczy tylko mówić o sobie, że jest się katolikiem. Ba... Nie wystarczy nawet chodzić co niedzielę do kościoła. Ważne, aby być mocno zaangażowanym w życie Kościoła - przyjmować sakramenty oraz wraz z innymi ludźmi zgromadzonymi w kościelnych wspólnotach - wzrastać w świętości i łasce Bożej. Pamiętajmy, że Jezus przez autora Apokalipsy mówił: "Obyś był zimny albo gorący". Ponieważ zazwyczaj osoba, która doświadczyła wyjścia ze zniewolenia wie, że lepiej nie być zimnym w sprawach Bożych, to ważne, aby powalczyła o gorącą relację z Bogiem. Tylko w ten sposób może czuć się względnie bezpieczna, wierząc, że Kościół jako wspólnota wesprze ją w walce z szatanem i nie pozwoli dać się zniszczyć.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Przerwa w urlopie

Mam aktualnie urlop. Za mną 3 tygodnie różnych wyjazdów. Dosyć intensywnych. A to byłem na kursie "Mojżesz", a to kąpałem się w morzu przy kilku różnych plażach. A to byłem w kilku sanktuariach. A to modliłem się o uwolnienie - tak nad pojedynczymi osobami, jak i nad ponad setką Włochów w trakcie jednego nabożeństwa spontanicznie zorganizowanego. Można by tu dużo pisać, jak pięknie Bóg działał. Być może coś jakiś czas coś się tutaj pojawi.

Iluś ludzi pyta się o zmęczenie. Owszem trochę fizycznie jeszcze trzeba dojść do siebie. Ale kilka dni, które pozostały do kursu Bartymeusz, powinny wystarczyć. Na pewno jednak odpocząłem psychicznie. A to dla mnie niezmiernie ważne, szczególnie przed czekającymi mnie rekolekcjami. 

Tak, czy inaczej - dobry czas za mną. Mam nadzieję, że dobry także i przede mną. Co do Bartymeusza, to lista osób zasadniczo się wyklarowała. Jednakże pojedyncze osoby zrezygnowały i w sumie jeszcze ze 2 osoby możemy przyjąć. Zatem, jeśli masz wolny koniec tego tygodnia, i nie wiesz, co z tym zrobić, to na stronie kursu Bartymeusz (link obok) zapisz się jeszcze dziś.

czwartek, 26 czerwca 2014

Nowe Życie

Nie... teraz nie będzie tekst o kolejnym kursie Szkoły Nowej Ewangelizacji o nazwie takiej, jak tytuł tego posta. Chociaż na takowy kurs jak najbardziej zapraszam. Będzie o pewnym ożywieniu mojego życia. Nie wiem na jak długo, ale na obecną chwilę stało się to faktem.

Jak? Dzięki modlitwie wstawienniczej, której się poddałem. Na zakończenie roku szkolnego ja wraz z moją ekipą postanowiliśmy się wszyscy nad wszystkimi się pomodlić. Ja czułem, że potrzebuję tej modlitwy. Modlę się wiele nad ludźmi. A nade mną mało kiedy ktoś się modli. Jedyną wątpliwością było pytanie, o co konkretnie poprosić na modlitwie. Jezus Bartymeusza też pytał "co chcesz, abym Ci uczynił?". A wbrew pozorom nie zawsze jest to takie oczywiste. Kiedy stawałem do modlitwy, do głowa przyszły mi słowa o tym, że Bóg wydobywa nas z grobów (to od proroka Ezechiela). I uświadomiłem sobie, że właśnie tego potrzebuję - by Bóg mnie na nowo ożywił. Już w trakcie modlitwy czułem, że Bóg działa. Ale jak to było we wczorajszej Ewangelii "po owocach poznacie". I tak właśnie się stało. Właśnie wczoraj. Dostałem nowe siły, nowe przynaglenie do pracy nad kursem Bartymeusz. A także ileś nowych pomysłów w tej sprawie.

Co mam zatem powiedzieć? Chwała Panu! Te wydarzenia potwierdzają, że Bóg jest ponad nami, że prowadzi nas; że zależy Mu na kursie Bartymeusz. I tam, gdzie pojawia się nasza słabość, tam On przychodzi ze swoją mocą. I chociaż my nie bardzo wiemy, co i jak będzie, to jednak prawdą jest, że Bóg wie, co robi. A nam pozostaje Mu po prostu zaufać i na ile się da współpracować. Jezus nie oczekuje jakichś wielkich rzeczy od nas, ale wierności Jemu i wytrwałości w zakresie takim, w jakim jesteśmy stanie.

wtorek, 24 czerwca 2014

O wężu ogrodowym - czyli kwestia przebaczenia i Bożej miłości

Dziś przyszła mi do głowy myśl, by użyć przykładu węża ogrodowego (zwanego szlauchem) na opisanie sprawy otwarcia się na Bożą miłość. Przykład bardzo podobny już nieraz stosowałem do kwestii przebaczenia innym osobom. I może od tego zacznę opis, o co w tym przykładzie chodzi.

Wąż ogrodowy najczęściej jest podłączony do jakiegoś kraniku w ścianie, bądź po prostu do źródła wody. Jednocześnie przy wylocie wody z tego węża jest drugi pewnego rodzaju kranik. Aby woda mogła przepływać przez wąż i np. podlewać kwiatki w ogródku, potrzebne są odkręcone obydwa kraniki - przy ścianie i przy wylocie wody. 

Przykład działania takiego ogrodowego węża może być użyty w zrozumieniu działania przebaczenia drugiej osobie. Jakże często ludzie zranieni przez inną osobę mówią, że przebaczą tylko wtedy, gdy z drugiej strony wyjdzie prośba o przebaczenie. I niestety bardzo często te osoby mogą się nie doczekać uzdrowienia relacji osoby skrzywdzonej z krzywdzącą. Oczywiście byłoby prościej, gdyby obydwie strony zdawały sobie sprawę z krzywdy, która została wyrządzona. Ale często krzywdę dostrzega tylko osoba, która poczuła się dotknięta. 

Co w takim przypadku zrobić? Przykładem może być tutaj tytułowy wąż ogrodowy. Jeśli chcemy, by Bóg uzdrowił relację między dwoma osobami, którą można przedstawić w obrazowy sposób przepływającej przez szlauch wody, potrzeba odkręcić kran na dwóch końcach węża. Nieraz jak pierwszy potrzeba odkręcić swój "kran", poprzez przebaczenie i modlitwę w intencji tej relacji. To ma szansę przyśpieszyć otwarcie drugiego "kranu" i uzdrowienia relacji.

Warto jednak mieć świadomość o jaką modlitwę tu chodzi. W ostatnich dniach rozmawiałem z kilkoma osobami. I w przypadku przynajmniej dwóch osób pojawił się podobny schemat. Osoba, która czuła się systematycznie raniona przez inną, zaczęła się modlić o zmianę tej osoby krzywdzącej. Jednakże nie było widocznej żadnej zmiany zachowania. Dopiero, gdy te skrzywdzone osoby zaczęły się modlić za samych siebie, by potrafiły tamtą osobę kochać i z nią żyć, zauważały, że w dosyć krótkim czasie osoba krzywdząca mocno zmieniła swoją postawę. W tych sytuacjach wyraźnie widać działający przykład węża ogrodowego. Dopiero, gdy zajęły się swoim "kranem", także i drugi "kran" się otworzył i popłynęła uzdrawiająca woda.

Refleksja podobna do powyższej, ale dotycząca doświadczenia Bożej miłości, pojawiła się dziś w mojej głowie. Często dopóty nie doświadczymy Bożej miłości, dopóki będziemy zamknięci na Pana Boga np. poprzez grzech, brak przebaczenia itp. Ale także woda przez wąż ogrodowy nie poleci, jeśli nie pozwolisz, by ona leciała dalej. Innymi słowy - jeśli chcesz zatrzymać miłość Bożą tylko dla siebie, nie zobaczysz jej owoców i jej nie doświadczysz. Jednakże, kiedy zaczynasz dzielić się miłością, którą otrzymujesz, Bóg tej miłości daje więcej. Zatem: jeśli chcesz, doświadczać Bożej miłości, pozwól, by inni tej miłości doświadczali także dzięki Tobie.

To trochę jak z tym Morzem Martwym i Tyberiadzkim w Ziemi Świętej. To morze (Tyberiadzkie), które przekazuje wodę dalej, żyje. A morze, z którego nie wypływa żadna rzeka, jest jak jego nazwa wskazuje - martwe. 

Reasumując te wątki: chcesz doświadczyć szczęścia? - czy to Bożej miłości, czy uzdrowienia relacji z kimś innym? Nie czekaj na innych, a nawet na Boga. Sam zacznij z miłością działać, a Bóg będzie błogosławił i dawał tyle, ile potrzeba.

piątek, 20 czerwca 2014

Nowa parafia

Już wiele wiem. Wiele, bo przecież nie wszystko. 26 sierpnia zacznę moją posługę w nowej parafii. Zatem w obecnej parafii mam być dokładnie (co do dnia) rok. 

Nie będę pisał, jak to było, bo niedawno o tym pisałem. Napiszę raczej o moich nadziejach i oczekiwaniach na przyszłość. Pewno mniej będzie grup pod opieką, mniej siedzenia w kancelarii. Za to zapewne sporo więcej spowiedzi - takie to miejsce. A do tego parafia chyba ze 3 razy większa (a przynajmniej 2) od mojej obecnej. Szkoły będę miał podobnie jak do tej pory. Będzie można spokojnie wypełniać moje posługi pozaparafialne. Jest także wstępna zgoda na odprawianie Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. I... chyba jeszcze najważniejsze: Proboszcz jest człowiekiem, z którym da się rozmawiać. Jest otwarty na wiele spraw, a jednocześnie w nim raczej dużo pokory. 

Więc zapowiada się w miarę nieźle. Oczywiście nie oczekuję doskonałej parafii. Bo takiej nie ma na ziemi. Nie da się iść przez chrześcijaństwo bez krzyża. Więc pewno krzyż też się pojawi. Ale na obecną chwilę cieszę się. A co będzie dalej? Bóg wie. A On wie, co robi.